Jak informuje portal
www.bielsko.biala.pl mecenas Marek Bukowski z kancelarii zarządzającej prawami autorskimi do postaci chłopców „nie przypomina sobie jednak, aby rozważano lokalizację w okolicach Studia Filmów Rysunkowych”, chociaż o takiej lokalizacji pisał w grudniu 2009
Jacek Drost na łamach „Dziennika Zachodniego". Może mecenas nie czytał artykułu, w którym cytowane są jego słowa (że spadkobiercy nie zgadzają się na lokalizację przed centrum handlowym)? Dzisiaj twierdzi, że o lokalizacji zadecydował ratusz, rzecznik bielskiego ratusza wskazuje natomiast na kancelarię. Portal informuje, że pomnik finansuje miasto. Nie dowiadujemy się jednak, czy jakąś gratyfikację za ten prezent zaoferowała firma handlowa.
W ten dość tajemniczy sposób chłopcy z kreskówki, zamiast promować miasto, w którym powstali, stają się elementem promocji firmy prywatnej. Jak ich kolega Ronald MacDonald. Czyżby za darmo?
A może cel jest wychowawczy: mają galeriankom przypominać, że nie są jeszcze dorosłe?
Przy spiżowym Reksiu na ul. 11 Listopada rodzice robią zdjęcia swoim pociechom. Czy będzie można fotografować się przy pomniku chłopców? Kiedy kilka miesięcy temu próbowałem z wnętrza tej galerii sfotografować obiekt na zewnątrz, natychmiast przybiegł ochroniarz z interwencją. Może, jak w niektórych muzeach, będą sprzedawać specjalne bilety na fotografowanie?
Podstawowe pytanie brzmi: czy niegdyś najbardziej rozpoznawalna bielska marka jest jeszcze coś warta? Popularność Bolka i Lolka skończyła się wraz z ekspansją w Polsce animacji disneyowskich, chociaż sporo winy leży również po stronie właścicieli praw autorskich, których zawstydzający spór przez lata blokował twórczą kontynuację serii. W efekcie najmłodsze dzieci coraz słabiej rozpoznają bielskich urwisów.
Może więc umieszczenie ich przed centrum handlowym to rodzaj rodzaj twórczej emerytury? Marka popularnego centrum ma odświeżyć wizerunek chłopców z kreskówki?
Na razie nie ma jasnych odpowiedzi na te wątpliwości. Panie mecenasie, panie rzeczniku: do dzieła!
PS. Jeśli o tę lokalizację zabiegał dział marketingu centrum handlowego, gratuluję pomysłu. To w naszej lokalnej skali odpowiednik kampanii reklamowej, jaką pewnej sieci sklepów zorganizował (zapewne gratis) były premier: wszyscy politycy wymieniali nazwę tej sieci w programach informacyjnych i publicystycznych wszystkich stacji telewizyjnych. Ale to już minęło. Efekt waszej kampanii będzie trwalszy: autorzy folderów i przewodników turystycznych po Bielsku-Białej będą musieli wymieniać nazwę waszej firmy przez lata całe.
Wczoraj na sesji Rady Miejskiej prezydent Jacek Krywult obszernie odpowiadał na wątpliwości w tej sprawie, zgłaszane przez radnych. Zrelacjonował zawiłości negocjacji miasta z posiadaczami praw autorskich, reprezentowanymi przez krakowska kancelarię. Okazuje się, że lokalizacja w centrum handlowym to efekt trudnego kompromisu, a miejsce, gdzie postawiono pomnik, ma charakter „eksterytorialny", tzn. chociaż wydaje się częścią kompleksu handlowego, w rzeczywistości pozostaje we władaniu miasta.
Pozostaje jednak pytanie, czy to dobrze, że centrum handlowe dostało taki marketingowy prezent od miasta? Prezydent Krywult wspomniał, że zaletą lokalizacji jest to, że więcej ludzi obejrzy pomnik. W tej opinii można wyczytać ukryte założenie, że jednak marka „Bolek i Lolek” jest już na tyle zapomniana, że nie promuje, a sama wymaga promocji. Chyba jednak tak nie jest. To nie dzieci przyprowadzą rodziców do pomnika postaci z kreskówki, której nie znają; to rodzice – wychowani na dobranockach – przyprowadzą tam swoje dzieci, wiedzeni sentymentem. Pewnie przyprowadziliby je również w inne miejsce. Więc raczej to centrum handlowe skorzysta: przecież oprócz kina nie ma zbyt wielu propozycji dla rodziców z dziećmi.
Może by więc centrum jakoś się miastu za ten upominek odwdzięczyło? Choćby kolportując bezpłatnie w swoim infocentrum wiadomości o imprezach dla dzieci odbywających się w naszym mieście? Albo o imprezach kulturalnych? W każdym razie powinno to być działanie długofalowe i wyjątkowe, równoważące w jakiś sposób wyjątkowość „prezentu”. W jednorazowych przedsięwzięciach centrum od dawna uczestniczy, podobnie jak inne tego typu placówki w mieście.
Zapewne ratuszowi niezręcznie teraz o tym rozmawiać, ale od czego internauci mają pocztę elektroniczną? Myślę, że warto byłoby przesyłać do dyrekcji listy z propozycjami dowodów wdzięczności za Bolka i Lolka. Namawiajcie znajomych!
Znawczyni literatury dziecięcej, pisarka Joanna Olech opowiada m.in. o odsłonięciu bielskiej rzeźby i o bolkololkowych planach wydawnictwa Znak. Może dzięki niej i Maciejowi Wojtyszce bielskie urwisy będą bawić dzisiejsze dzieci nie tylko w „spiżowym” wcieleniu? Dołączam jako bonus ;)


















