„Kalendarz...” odrodził się odmieniony. Kredowy papier, barwne ilustracje, nowoczesny layout autorstwa Piotra Wisły – to wszystko, dzięki hojności sponsorów, sprawia, że przyjemnie zagłębić się w lekturze. Ale najważniejsza jest treść. Zawartość wydawnictwa, tradycyjnie podporządkowana konwencji rocznicowej, sprawia, że stanowi lekturę obowiązkową dla wszystkich zainteresowanych różnymi aspektami przeszłości regionu.
Po tradycyjnym kalendarium, w którym każdy miesiąc (z imieninami, fazami Księżyca i... znakami Zodiaku w wersji tradycyjnej) ozdobiony jest stosownym wierszem Juliusza Wątroby, następują uporządkowane w 8 działów artykuły, studia, reportaże, eseje i wywiady.
Dział W rodzinnym albumie zawiera historie rodzin czy rodów, które wyraziście zapisały się w historii regionu.
Magdalena Legendź pisze tu o rodzie Buzków, z którego wywodzi się obecny przewodniczący Parlamentu Europejskiego, były premier RP Jerzy Buzek. Ta wielce zasłużona rodzina ewangelicka o korzeniach sięgających na Śląsku Cieszyńskim XVII wieku, od połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia organizuje co pięć lat rodzinne zjazdy. Piąty odbył się w ubiegłym roku w Bielsku-Białej.
Mieczysław Słonina komentuje trzy fotografie ze zbiorów rodzinnych Andrzeja Barańskiego. Pierwsza dwa zdjęcia przedstawiają pracowników i pacjentów Szpitala Miejskiego w Białej Krakowskiej i zostały wykonane w 1915 i 1916 roku. Babcia właściciela zdjęć, Aniela Barańska była kierowniczką administracyjna i jednym z fundatorów tego szpitala. Jej mąż Wincenty był naczelnikiem Urzędu Skarbowego w Białej (1921-37).
W artykule na Na złość Stalinowi Jan Pichetaprzedstawia sylwetkę Kamili Tomasiewicz, urodzonej w 1918 roku w Józefówce koło Żytomierza, która przeżyła większą część życia spędziła w ZSRR, najpierw na Ukrainie (opowiada m.in. o „wielkim głodzie” w latach 30.), a od 1936 r. w Kazachstanie, gdzie została przesiedlona wraz 200 tys. mieszkających na Ukrainie Polaków, a od 2008 roku mieszka wraz z częścią rodziny w Wiślicy koło Skoczowa.
W kolejnym tekście prezentowany jest Jerzy Ciosk (ur. w 1895 r.), który przez ponad 40 lat był wójtem i sołtysem w Międzyświeciu. Jego dom, w którym mieściła się również gospoda, jest najstarszym budynkiem w tej miejscowości.
Dział Jako drzewiej bywało zaczyna się od tekstu Bożeny i Bogusława Chorążych prezentującego najnowszą wiedzę o osadnictwie prehistorycznym na Podbeskidziu (autorzy, z zastrzeżeniami, posługują sie tym terminem).
Rafał Butor pisze o monetach cesarza Trajana (sestercach), które znajdują się w liczącej 46 monet kolekcji numizmatów z okresu Cesarstwa Rzymskiego w zbiorach Muzeum w Bielsku-Białej.
Mieczysław Słonina w krótkiej notatce apeluje o odnalezienie zbiorowego grobu Morawian (przemycających sól z Wieliczki), zabitych w potyczce z wojskiem, jaka rozegrała się na styku Kamienicy z Wapienicą 14 stycznia 1709 r.
W artykule Dusze w węzełkach Jan Picheta opowiada o Starym Cemntarzu Żydowskim w Cieszynie, a Ewa Janoszek w tekście Wiedeńskie ślady za cmentarna bramą pisze z perspektywy historii sztuki o tzw. nowym cmentarzu ewangelickim przy ul. Listopadowej w Bielsku (założonym w 1911, kiedy „stary” cmentarz – przy ul. Andrzeja Frycza Modrzewskiego - nie mógł sprostać potrzebom).
W dziale Historie z tej ziemi przedstawiane są sylwetki ks. Stanisława Stojałowskiego (który osiedlił się w Bielsku w 1901 r.), ks. Antoniego Macoszka, pierwszego proboszcza w Dziedzicach, działacza społecznego i krzewiciela polskości, który padł ofiarą bandyckiego napadu na plebanię w 1911 roku.
Erwin Woźniak opisuje dzieje założonego w 1905 r. gniazda Związku Polskich Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”, sporo miejsca poświęcając nie tylko sportowej i patriotycznej, ale też teatralnej aktywności dziedzickich sokołów. W kontekście umowy o współpracy, jaką w ubiegłym roku zawarł klub TS Podbeskidzie z Teatrem Polskim inspirująca może być informacja, że w okresie międzywojennym piłkarze Sokolego Klubu Sportowego „Grażyna” z Dziedzic wystawili komedię Fredry „Gwałtu, co się dzieje”, dochód z przedstawienia przeznaczając na potrzeby klubu.
Przejmujący tekst Ireneusza Jeziorskiego Fotografia portretowa cierpienia przedstawia sylwetkę pochodzącego z Żywca fotografa, który jako więzień obozu zagłady Auschwitz-Birkenau przez kilka lat wykonywał zdjęcia więźniom, m.in. na potrzeby Josefa Mengelego. Liczący dziś 93 lata Wilhelm Brasse jest autorem słynnej fotografii obozowej, przedstawiającej cztery przerażone, nagie dziewczynki. Ireneusz Jeziorski w opowieść o fotografie, analizując zdjęcie, wplata eseistyczne refleksje na temat natury fotografii. Oto fragment:
Często postrzegamy zdjęcia jako źródła drugorzędne. Pismo jest istotniejsze. To błąd. Wielka trudność stojąca przed interpretatorem fotografii (takiej fotografii!) polega na wypracowaniu strategii przejścia od opisu, czyli od tego, co widzimy, do opowieści dotyczącej sensu i znaczenia fotografii.
Gdy Wilhelm Brasse bierze do ręki zdjęcie (które sam wykonał dawno temu w obozie) czterech wychudzonych, zobojętniałych już, ale jeszcze przerażonych dziewczynek, dopiero wtedy zaczynamy naprawdę rozmawiać. Dopiero wtedy rozpoczynam wywiad z moim bohaterem na podstawie materiału wizualnego. Materiału, który uruchamia pracę pamięci, nierozłączną, jak zawsze w takich przypadkach, z emocjami. Brasse przynosi ze sobą także inne zdjęcia, o których będzie mówił. Widzę, że traktuje je jak relikwie.
– Zdjęcie – pisała Susan Sontag w książce „O fotografii” – odsłaniające sfery nieszczęścia nie wywrze na nas wrażenia, jeśli nie trafi na odpowiednią konfigurację uczuć i postaw. Na fotografii Brassego obolałe twarze ukazują nam swą głębię. Jednak wkładamy w ich widok własne uczucia, ich oczy napełniamy własnymi widokami i pytamy, czy one są realne? Czy naprawdę istniały? Nie odczujemy jednak tego, co one czuły. (s.85)
W artykule Piekielny ogień Tadeusz Janik przypomina katastrofę sprzed czterdziestu lat w Rafinerii Czechowice – „najstraszliwszy pożar w dziejach polskiego naftownictwa”. Autor służył wówczas w OSP Dziedzice, w akcji ratowniczej brał udział od pierwszych do ostatnich godzin; w swoim artykule posiłkuje się relacjami innych świadków tej tragedii.
Zupełnie inny nastrój mają wspomnienia skoczowian z wizyty Jana Pawła II (22 maja 1995 r.) spisane przez Jana Pichetę w artykule Skok do Skoczowa.
Mijają lata to dział poświęcony jubileuszom. 115 lat bielskiego wodociągu czci artykułem o studni Luschki Piotr Kenig, 90-letniej szkole podstawowej w Starym Bielsku poświęca uwagę Halina Ferens, o 75-letniej historii lotniska w Aleksandrowicach pisze Władysław Korzonkiewicz. Tadeusz Wojtoń opowiada o stuletnim kościele pw. św. Bartłomieja w Grodźcu i o pomniku grunwaldzkim w Jaworzu-Nałężu. W artykule pod sensacyjnym tytułem Akademia albo śmierć Mirosław Łukaszuk zdradza kulisy powołania w 2001 roku Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej.
W dziale Dziwny stan znajdziemy cenne artykuły nawiązujące – z lokalnego punktu widzenia – do przydającej w bieżacym roku 30 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, pióra Jarosława Szarka (o strajku andrychowskich tkaczek w 1971 r.), Dariusza Węgrzyna (opracowania historyczne o przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego i pierwszych tygodniach po 13 grudnia w województwie bielskim) oraz Andrzeja Grajewskiego (wspomnienie o pamiętnej sesji nt. ks. Stojałowskiego w bielskiej Bibliotece Wojewódzkiej w 1988 r.).
Dział Nasze pasje zawiera sylwetki znanych regionalistów i ważnych regionalistycznych inicjatyw społeczno-kulturalnych w naszym regionie
Z kolei Spieszmy się kochać zawiera artykuły wspomnieniowe o zmarłych w 2010 roku ważnych postaciach bielskiego środowiska artystycznego. Jan Picheta wspomina scenografa, malarza i poetę Aleksandra A. Łabińca, poetę Stanisława Golę, publicystę i działacza kultury Andrzeja Jakubiczkę.
Marcin Zarębski przypomina sylwetkę urodzonego w Pruchnej na Śląsku Cieszyńskim, a zmarłego w Izraelu pisarza Józefa Kornbluma (1917-2008), a Jan Picheta wspomina przedwcześnie zmarłego poetę Krzysztofa Kalisza, który w tym roku obchodziłby 45 urodziny.
Tom zamykają Wywiady Kalendarza: z Marią Koterbską, z Grażyną Staniszewską i ze Stanisławem Pałygą. Ta ostatnia jest o tyle interesująca, że syn (Artur Pałyga) rozmawia ze swym ojcem o orkiestrach dętych, ale przede wszystkim o jego przyjacielu i współpracowniku majorze Aleksandrze Dębskim (1946-1995).
„Kalendarz Beskidzki 2011” zamykają noty o autorach i przydatne zestawienie okrągłych rocznic związanych z historią Podbeskidzia, które przypadają w bieżącym roku.
Czytałem ten tom w trakcie powstawania, „zecerskim okiem”, ale jeden artykuł zwrócił moją szczególną uwagę. 14 listopada 2010 roku osiemdziesiąte urodziny byłby obchodził Aleksander Andrzej Łabiniec. Był kiedyś dyrektorem Banialuki i BWA, przez pewien okres związany był też z Teatrem Polskim. W związku z tym umówiliśmy się na rozmowę w listopadzie w cyklu Legendy teatru na 120. Niestety, Andrzej zmarł 23 września. Artykuł, któremu Jan Picheta nadał tytuł Czarny Anioł, to jeden z najcelniejszych portretów intrygującej, niepodległej osobowości tego wybitnego artysty.
Za zgodą redakcji „Kalendarza...” umieszczam wersję pdf tego artykułu.


















